Śledź nas na Twitter

razem z 15 osobami

Bądź na bieżąco

Dołącz do 500 czytelników RSS

11.02.2015 w Mama w pracy, Mamy Biznes zespół_kariera_mamy 0

Cykl Biznes Mamy – doradztwo personalne na własny rachunek

Rozmowa z Patrycją Stefańską – założycielką CTS Global oraz mamą małego Filipa.

Jak wyglądała Pani kariera przed urodzeniem dziecka?
Moje życie zawodowe praktycznie od początku było związane z korporacją. Jestem osobą upartą i lubię realizować założone przez siebie cele, dlatego udawało mi się osiągać coraz to lepsze wyniki w pracy, a co za tym idzie coraz lepsze stanowiska.
Tak jak w życiu zawodowym, tak też i w życiu prywatnym postawiłam sobie konkretne cele. Głównym z nich było urodzenie dziecka. Na początku było to bardziej z rozsądku. Stabilna sytuacja zawodowa, 30tka na karku, najwyższy czas pomyśleć o dziecku. I tak też się stało.
Synek w brzuszku, a ja nadal w pracy. Ambitnie do samego końca poświęcona szefowej i firmie. Przecież urodzę i zaraz wracam do Klientów.

Co w takim razie spowodowało, że postanowiła Pani zmienić ten stan rzeczy?

Pojawił się on, 3550 gram, 55 cm, zamiast oczu 2 małe węgielki. I życie zmieniło się o 180 stopni. Nagle praca przestała mieć znaczenie. Malutki, bezbronny ,,Dziubasek” stal się całym moim życiem. Niestety ,,Dziubasek” miał problemy zdrowotne, które sprawiły, że pierwsze wspólne miesiące spędzaliśmy na wizytach u specjalistów i lekarzy. Wszystko to jeszcze bardziej zbliżyło mnie do synka.
Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Urlop macierzyński również.
Wróciłam do pracy w październiku. Mój skarb miał 7 miesięcy. No i się zaczęło. Pracowałam 8 – 9 godzin dziennie. Przy dobrych wiatrach w domu byłam po 17-ej. Filip zasypiał przed 19-ta. Jego mały brzuszek domagał się jedzenia średnio co 2-3 godziny (w nocy) plus obowiązkowo zabawa miedzy 5-tą, a 6-tą rano. Aby zdążyć do pracy musiałam wstawać przed 6-tą. Nie dość, że nie widywałam prawie w ogóle synka i chodziłam na rzęsach, to choroby małego sprawiły, że w styczniu miałam już wykorzystane 3 dni na żądanie.
W końcu wspólnie z mężem uznaliśmy, że takie życie nie ma sensu. I tak w marcu 2014 roku stałam się szczęśliwym freelanserem.

Czy ta zmiana przebiegła dla Pani w sposób naturalny?
Może nie do końca w naturalny sposób. Pierwsze 7-8 miesięcy były ciężkie.  Poniekąd musiałam zaczynać od nowa. Sprzedaż usług, budowanie marki. Wymagało to większego nakładu pracy i cierpliwości, ale okazało się, że moi kochani Klienci chcą ze mną pracować niezależnie od tego jaką nazwę firmy mam na wizytówce. Okazało się, że tą samą pracę, za te same pieniądze można wykonać szybciej, często  z domu i nie słuchając ciągłych narzekań szefa.
Jest jeszcze jeden ważny aspekt. Pracując w korporacjach, pracujemy w zespołach. Mamy koleżanki i kolegów, u których możemy się wygadać kiedy mamy gorszy dzień. Mamy szefa, który czasami wspiera nas przy trudnym projekcie. Pracując ,,na swoim” musimy liczyć się z zupełnie inną atmosferą pracy. Sami musimy rozwiązywać problemy i stawiać czoła trudnym zadaniom (co z perspektywy czasu na pewno rozwija nasze kompetencje).

Z jakimi wyzwaniami musiała się Pani zmierzyć w trakcie rozkręcania swojej działalności?
Na pewno najważniejszym i największym wyzwaniem było zaplecze finansowe. Trzeba przygotować się na to, że pierwsze 6 – 12 miesięcy może nie przynosić zamierzonych efektów finansowych. Dodatkowo moja praca wymaga ciągłych spotkań z Kandydatami dlatego zainwestowałam w biuro (nie są to duże pieniądze, ale jakby nie patrzeć jest to dodatkowy koszt, który trzeba mieć na uwadze). Są dni, kiedy bez problemu mogę pracować z domu, ale mój Maluszek jest coraz bardziej świadomy i mama jest mu coraz bardziej potrzebna, dlatego ja coraz częściej pracuje z biura. Nie zmienia to jednak faktu, że nie muszę się tłumaczyć, kiedy potrzebuje wyjść wcześniej, nie tracę urlopu, kiedy mały zachoruje, a jak jestem bardzo zmęczona i mogę sobie na to pozwolić, to po prostu w danym dniu nie pracuję, tylko bawię się z ukochanym synkiem (a on jest wtedy bardzo szczęśliwy).

Czy teraz po roku, z perspektywy czasu jest Pani zadowolona z podjętej decyzji?
Mam teraz to, co dla mnie jest najważniejsze: czas dla mojego kochanego synka. Widziałam, jak pierwszy raz stanął na nóżki, jak stawiał swoje pierwsze kroczki, a to są bezcenne chwile.
Również zawodowo jestem spełniona. Mam przyjemność współpracować z naprawdę dobrymi i znanymi firmami (zarówno międzynarodowymi, jak i polskimi). To pokazuje, że nie ważne jest logo na wizytówce, ale to jakimi jesteśmy specjalistami.

Patrycja Stefańska
CTS Global Doradztwo Personalne
www.ctsglobal.pl

Jak wyglądała Pani kariera przed urodzeniem dziecka?

Moje życie zawodowe praktycznie od początku było związane z korporacją. Jestem osobą upartą i lubię realizować założone przez siebie cele, dlatego udawało mi się osiągać coraz to lepsze wyniki w pracy, a co za tym idzie coraz lepsze stanowiska.

Tak jak w życiu zawodowym, tak też i w życiu prywatnym postawiłam sobie konkretne cele. Głównym z nich było urodzenie dziecka. Na początku było to bardziej z rozsądku. Stabilna sytuacja zawodowa, 30tka na karku, najwyższy czas pomyśleć o dziecku. I tak też się stało.

Synek w brzuszku, a ja nadal w pracy. Ambitnie do samego końca poświęcona szefowej i firmie. Przecież urodzę i zaraz wracam do Klientów.

Co w takim razie spowodowało, że postanowiła Pani zmienić ten stan rzeczy?

Pojawił się on, 3550 gram, 55 cm, zamiast oczu 2 małe węgielki. Wyglądał jak mały ,,Alien”. I życie zmieniło się o 180 stopni. Nagle praca przestała mieć znaczenie. Malutki, bezbronny ,,Dziubasek” stal się całym moim życiem. Niestety ,,Dziubasek” miał problemy zdrowotne: toxoplazmoza w ciąży, niedosłuch i silny refluks, które sprawiły, że pierwsze wspólne miesiące spędzaliśmy na wizytach u specjalistów i lekarzy. Wszystko to jeszcze bardziej zbliżyło mnie do synka.,,Aliena”. Ah jak ja go kocham…

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Urlop macierzyński również.

Wróciłam do pracy w październiku. Mój skarb miał 7 miesięcy. No i się zaczęło. Pracowałam 8 – 9 godzin dziennie. Przy dobrych wiatrach w domu byłam po 17-ej. Filip zasypiał przed 19-ta. Jego mały brzuszek domagał się jedzenia średnio co 2-3 godziny (w nocy) plus obowiązkowo zabawa miedzy 5-tą, a 6-tą rano ;). Aby zdążyć do pracy musiałam wstawać przed 6-tą. Ale to nic. Nie dość, że nie widywałam prawie w ogóle synka i chodziłam na rzęsach, to chorobyrefluks małego sprawiły był tak silny, że w styczniu miałam już wykorzystane 3 dni na żądanie.

W końcu wspólnie z mężem uznaliśmy, że takie życie nie ma sensu. I tak w marcu 2014 roku stałam się szczęśliwym freelanserem.

Czy ta zmiana przebiegła dla Pani w sposób naturalny?

Może nie do końca w naturalny sposób. Pierwsze 7-8 miesięcy były ciężkie. Poniekąd musiałam zaczynać od nowa. Sprzedaż usług, budowanie marki. Wymagało to większego nakładu pracy i cierpliwości, ale okazało się, że moi kochani Klienci chcą ze mną pracować nie zależnie od tego jaką nazwę firmy mam na wizytówce. Okazało się, że tą samą pracę, za te same pieniądze można wykonać szybciej, często z domu i nie słuchając ciągłych narzekań szefa.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt. Pracując w korporacjach, pracujemy w zespołach. Mamy koleżanki i kolegów, u których możemy się wygadać kiedy mamy gorszy dzień. Mamy szefa, który czasami wspiera nas przy trudnym projekcie. Pracując ,,na swoim” musimy liczyć się z zupełnie inną atmosferą pracy. Sami musimy rozwiązywać problemy i stawiać czoła trudnym zadaniom (co z perspektywy czasu na pewno rozwija nasze kompetencje). Mam teraz to, co dla mnie jest najważniejsze: czas dla mojego kochanego synka :)))) Widziałam, jak pierwszy raz stanął na nóżki, jak stawiał swoje pierwsze kroczki., a to są bezcenne chwile.

Z jakimi wyzwaniami musiała się Pani zmierzyć w trakcie rozkręcania swojej działalności?

Na pewno najważniejszym i największym wyzwaniem było zaplecze finansowe. Trzeba przygotować się na to, że pierwsze 6 – 12 miesięcy może nie przynosić zamierzonych efektów finansowych. Dodatkowo moja praca wymaga ciągłych spotkań z Kandydatami dlatego zainwestowałam w biuro (nie są to duże pieniądze, ale jakby nie patrzeć jest to dodatkowy koszt, który trzeba mieć na uwadze). Są dni, kiedy bez problemu mogę pracować z domu, ale mój Maluszek jest coraz bardziej świadomy i mama jest mu coraz bardziej potrzebna, dlatego ja coraz częściej pracuje z biura. Nie zmienia to jednak faktu, że nie muszę się tłumaczyć, kiedy potrzebuje wyjść wcześniej, nie tracę urlopu, kiedy mały zachoruje, a jak jestem bardzo zmęczona i mogę sobie na to pozwolić, to po prostu w danym dniu nie pracuję, tylko bawię się z ukochanym synkiem (a on jest wtedy bardzo szczęśliwy).

Czy teraz po roku, z perspektywy czasu jest Pani zadowolona z podjętej decyzji?

Mam teraz to, co dla mnie jest najważniejsze: czas dla mojego kochanego synka :)))) Widziałam, jak pierwszy raz stanął na nóżki, jak stawiał swoje pierwsze kroczki, a to są bezcenne chwile.

Również zawodowo jestem spełniona. Mam przyjemność współpracować z naprawdę dobrymi i znanymi firmami (zarówno międzynarodowymi, jak i polskimi). To pokazuje, że nie ważne jest logo na wizytówce, ale to jakimi jesteśmy specjalistami.

Patrycja Stefańska

CTS Global Doradztwo personalne

www.ctsglobal.pl

facebooktwittergoogle_pluslinkedinmail
Powiązane Artykuły
Ten artykuł ma 0 komentarzy

Dodaj komentarz

*

Początek strony

twitter Śledż nas

  •  

O nas

Karieramamy.pl to portal skierowany do rodziców. Portal o pracy, karierze i alternatywnych formach zatrudnienia. To źródło ciekawych artykułów, rzetelnych informacji, praktycznych porad i narzędzi. To miejsce gdzie można znaleźć ogłoszenia elastycznej pracy i poznać Flexipracodawców.

Nasza Misja

to promowanie elastycznych form zatrudniania oraz zasady równowagi pomiędzy życiem osobistym a zawodowym.

@ Copyright 2010-2011 | Kariera Mamy.pl – Portal o elastycznej pracy i karierze dla rodziców.| Wszystkie prawa zastrzeżone.